Józef Kantor

 

Wiele anegdot krążyło o Józefie Kantorze. Często powtarzał słowo ''krew'', stąd wziął się jego pseudonim ''Krew Kantor''. Pamiętam go już w podeszłym wieku. Często siedział na ławce pod domem, grał na akordeonie ''guzikówce'' (zwanej też ''heligonka''), nogą wybijał rytm na perkusji. Grał i śpiewał jakąś piosenkę, z której zapamiętałem tylko fragment: Czorno była jak wrona i ni miała ogona... Oto kilka anegdot.

 

Jakiś gospodarz wynajął Kantora do wykopania i porąbania dębowych pni. Był to czas tuż po wojnie, więc był łatwy dostęp do amunicji i materiałów wybuchowych. Kantor podłożył pod pnie ładunki wybuchowe, zapalił lont i jak opowiadał ''ruszył światem''. W efekcie pnie wyleciały w powietrze, szyby w oknach gospodarza też. Uzbierali tylko kilka koszyków drzazg, reszta rozleciała się po okolicy.

 

Siostry zakonne poprosiły Kantora żeby wyciął i przywiózł im tyczki do grochu. Kantor przywiózł zamówione tyczki i rozładował. Ale siostra przełożona nie miała ochoty mu zapłacić, więc mówi - Bóg zapłać. A Kantor na to - Krew, jak siostra nie płaci to niech Pana Boga nie naciąga na koszty.

 

Pewnego razu od pioruna zapaliła się u Kantora stajnia. Przyjechali strażacy, rozwinęli węże i zaczęli gasić. W pewnym momencie zaczęły wybuchać jakieś naboje. - Krew, chłopaki uważajcie bo ja dobrze nie pamiętam, ale tam może być coś grubszego - ostrzegł ich Kantor. Strażacy nie czekali, porzucili wszystko i w popłochu uciekli za górkę. Jak się stajnia doszczętnie wypaliła, dopiero wrócili aby zabrać sprzęt.

 

Kantor z żoną zwozili snopki zboża do stodoły. Koło rafioka (wozu) podskoczyło na jakimś dołku, żona spadła i dotkliwie się potłukła. Później ktoś spotkał Kantora i pyta o zdrowie żony. - Krew, dobrze że spadła na kamień, gdyby spadła na ziemię to by się dopiero potłukła - odpowiedział Kantor.

 

Była spowiedź wielkanocna, kolejka przed konfesjonałem. Jakiś gospodarz już dłuższy czas się spowiadał i wszyscy zaczęli się niecierpliwić. Kantor szeptem do siedzącego obok mówi - Krew, cosik księdzu się przyznoł i teroz go magluje.

 

Kantor podobno rzadko chodził do kościoła. Na kolędzie ks. Kyrcz zapytał go - Józefie czemu nie chodzicie do kościoła? - Księże proboszczu w kościele nie ma tragarzy, więc po co pójdę, chyba żeby cegła mi na głowę spadła - odpowiedział Kantor.

 

Anegdoty spisał: Piotr Zięba