O dziwach na Świniogórze

 

Według ustnych przekazów najstarszych mieszkańców Świniogóry, kilkadziesiąt metrów na zachód od nieistniejącej już dzisiaj ochronki, dawno temu stał kościół, który zapadł się pod ziemię.

Opowiadano, że pewien mężczyzna idąc w pole z motyką zauważył wystający z ziemi kawałek krzyża, zaczął kopać aby go wyciągnąć, krzyż jednak zniknął i nigdy więcej się nie ukazał. W miejscu tym, jeszcze dziś znajdują się głębokie zapadliska, czynne jest osuwisko. Podobno w przyszłości kościół miał być odbudowany, ale 1,5 km dalej, na Podwalu. Teraz rośnie tam las, ale może kiedyś?

Kilka osób miało nawet sny, w których widziały kościół, obok kilka budynków i wiodące do niego drogi. Jednej z kobiet przyśniła się pobliska łąka, na której znalazła ona złożony koc. Podeszła i rozwinęła go, nie był to jednak zwykły koc. Na kocu był przepiękny wizerunek Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.

Kilkanaście lat temu, pewna kobieta z Zalasowej, będąca wtedy jeszcze małą dziewczynką poszła na Podwale z ojcem na grzyby. Szukając grzybów znalazła coś niezwykłego, pod korzeniem drzewa ukazała jej się głowa baranka. Kobieta ta odwiedza to miejsce do dziś.

W miejscu tym miało wydarzyć się jeszcze kilka dziwnych przypadków. Zimą 1905 roku, mieszkaniec Łęk Górnych Jan Podraza, wiózł betonowe kręgi na budowę studni (studnia ta istnieje do dziś). Przy ochronce na Świniogórze, niedaleko celu wóz przewrócił się a Podraza zginął przygnieciony kręgami.

Przed wojną Marcin Kępowicz wiózł kamienie z rzeki na budowę. W pewnym momencie konie spłoszyły się i razem z wozem i woźnicą spadły do głębokiej skarpy. Wszyscy uznali to za cud, że konie i woźnica wyszli z tego bez szwanku.

 

Spisał - Stanisław Podraza