O niezwykłym Wojciechu

 

Krążyły po Szynwałdzie opowieści o ludziach, którzy robili różne czarodziejskie sztuczki. Jednym z nich był żebrak o nazwisku Wojciech Szaramański. Żył on z tego, co dostał od ludzi, czasem wynajmował się do różnych prac.

 

Kiedy rozebrano stary kościół, trzeba było przygotować plac pod budowę nowego. Należało wykopać lipy otaczające stary budynek i do tej pracy wynajął się Wojciech. Ksiądz Aleksander Siemieński zaczął odprawiać ranną mszę, a Szaramański wziął się do pracy. Wykopał motyką wokół lipy niewielki rowek, następnie rzucał kapelusz i w stronę, w którą poleciał upadała wyrwana z korzeniami lipa. Po podniesieniu ksiądz Siemieński zorientował się, że już trzy lipy wywrócone. Szybko zakończył mszę i pobiegł do Wojciecha. Domyślił się, że to jakieś siły nieczyste wyrywają lipy, powiedział mu:

- Wojciechu, w ten sposób nie będziemy pracować.

- Kanoniku, cóż by się stało, gdyby diabli popracowali trochę na chwałę Bożą? - odparł Wojciech.

Ksiądz mu zapłacił, ale więcej go już nie wynajmował.

 

Pewnego razu Wojciech siedział w karczmie i pił piwo. Chłopi, którzy tam byli zaczęli z niego drwić i wyśmiewać go. Wtem do karczmy wszedł wilk, podszedł do Wojciecha i napił się z kufla piwa. Chłopom włosy stanęły dęba ze strachu, zostawili piwo i w popłochu uciekli. Po tym zdarzeniu wszyscy się Wojciecha bali.

 

Wojciech Szaramański zmarł gdzieś na Kamiennej Górze. Pogrzebem zajął się Jan Plebanek Mamin. Gdy sam niósł trumnę na plecach, ta otworzyła się i zwłoki Wojciecha wypadły. Kilkanaście lat temu, ktoś jeszcze dopisywał go do wypominków.

 

Spisał - Piotr Zięba