O Japonii, Korei i Kitajach

 

 

Dawno, dawno temu, między Szynwałdem a Skrzyszowem, istniała mała wioska Baryczka. Słynęła z tego, że był tam duży plac targowy, na którym odbywały się słynne na całą okolicę jarmarki.

Obok placu na rozstajach dróg stała karczma a nieopodal kuźnia. W kuźni pracował kowal Wincenty, na którego wołano Wicek. Wicek był obytym w świecie człowiekiem, terminował w pobliskim Tarnowie i miał opinię siłacza. Mało było też takich, którzy dorównaliby mu wiedzą i mądrością życiową. Był dobrym fachowcem, dlatego miał dużo pracy, zwłaszcza w dni targowe, bo konie często gubiły podkowy a i wozy psuły się na nierównych drogach.

Pewnego dnia przyjechał na jarmark bardzo dziwny mężczyzna. Przyjechał na czarnym koniu, ubrany był w czarny surdut i czarny niemiecki kapelusz na głowie. Poprosił Wicka, aby ten zajął się koniem i podociągał popuszczone podkowy. Wicek zajął się robotą a mężczyzna poszedł na jarmark. Na jarmarku wyciągnął zza pazuchy kawałek zielonego sukna, rozłożył na jakiejś skrzynce i zaczął grać z ludźmi w trzy karty. Na początku ludzie zaczęli wygrywać, więc otoczył go tłum chętnych do gry, ale z upływem czasu coraz więcej ludzi odchodziło spłukanych do suchej nitki. Co niektórzy nawet coś tam podpisywali. Wraz z nastaniem wieczoru z resztą grających przeniósł się do karczmy.

Nazajutrz rano, mężczyzna przyszedł do kuźni po swojego rumaka. Zapłacił Wickowi za robotę, obrok dla konia i zaproponował.

- Możesz dostać więcej, ale musisz ze mną zagrać w trzy karty, ja stawiam wszystkie wygrane pieniądze, a ty postaw swoją duszę.

Wicek zorientował się że ma do czynienia z diabłem, a że znał się na diabelskich sztuczkach z kartami to się zgodził. Wicek poprosił w duchu Anioła Stróża, aby pomógł mu wygrać. Wtedy to odzyska cyrografy na dusze, które podpisali nieszczęśni ludzie. Diabeł zamieszał kartami i wyrzucił je na stół. Anioł pokierował ręką Wicka i ten wskazał właściwą kartę. Worek z pieniędzmi trafił do Wicka a zdumiony diabeł zaproponował.

- Stawiam konia, że następnym razem przegrasz.

- Dobra gramy, powiedział Wicek. Diabeł wyrzucił karty i znów przegrał. Wściekł się okrutnie i wrzasnął.

- Nie może to być, aby zwykły śmiertelnik wygrywał z mocą piekielną w karty! Gramy jeszcze raz.

- Możesz odzyskać konia i pieniądze, ale jak przegrasz to oddajesz mi cyrografy. Powiedział Wicek.

- Koń i pieniądze to mało za cyrografy, musisz mnie w ciągu jednej nocy na własnych plecach zanieść do Japonii.

- Zgoda jak przegrasz to nim kur zapieje, zaniosę cię na własnych plecach do Japonii a ty oddasz mi cyrografy.

Diabeł rzucił ostatni raz karty i znów przegrał, załamany i przybity poszedł do karczmy aby się napić. Wicek nie marnował czasu, tylko wypalił gorącym żelazem na deskach nazwy państw i porozwieszał je po okolicy. Po zachodzie słońca diabeł przyszedł do Wicka trochę nawalony, wlazł mu na plecy i ruszyli w drogę. Noc była ciemna więc diabeł szybko stracił orientację w terenie. Po dwóch godzinach Wicek zapalił łuczywo i pokazał mu tablicę na której było napisane KITAJE.

- Widzisz jesteśmy w Chinach, oznajmił Wicek, zgasił łuczywo i ruszyli w drogę.

Po trzech kwadransach znów zapalił łuczywo i pokazał mu napis KOREA.

- Teraz będzie najgorzej, bo Japonia leży na wyspach i będziemy się przeprawiać przez morze, powiedział Wicek. Dla zmyłki zaczął nosić diabła po Wątoku tam i z powrotem. Dopiero nad ranem wylazł na brzeg i pokazał mu napis JAPONIA.

Rozeźlony diabeł zazgrzytał zębami, aż posypały się iskry, ale oddał Wincentemu cyrografy. Wtedy zapiał kur, czart się wystraszył i gdzieś prysnął. Wicek wrócił do siebie, a pierwsze co zrobił to spalił w kuźni na palenisku cyrografy. Na następnym jarmarku oddał ludziom odzyskane pieniądze, konia zaś zatrzymał dla siebie.

Po tak przykrych doświadczeniach, ludzie już nigdy nie pozwolili nikomu, na żadne niecne gry na jarmarku. Ilekroć ktoś coś próbował to ludzie spuszczali mu tęgi łomot i musiał się salwować ucieczką. Dziś już nie ma śladu po kuźni i targowisku, pozostały tylko nazwy przysiółków jakie nadał im Wincenty. Kilka wieków później zburzono karczmę a ksiądz Siemieński w tym miejscu wybudował kapliczkę, która stoi do dziś.

 

Spisał Piotr Zięba  10.12.2016 r.