O Psim Rynku

 

 

W zamierzchłych czasach na pograniczu Szynwałdu i Zalasowej, obok karczmy na placu przy rzece, co piątek odbywały się cykliczne targi. Można było tam kupić garnki, sukno, skóry, ubrania, koszyki, narzędzia, jednym słowem wszystko co jest potrzebne w domu i gospodarstwie. Nie handlowano tylko zwierzętami. Te cotygodniowe targi cieszyły się wielką popularnością wśród okolicznej ludności jak i u handlarzy. Towar był dobry, ceny przystępne i wszyscy byli zadowoleni.

Pewnego dnia, na placu pojawiło się kilku nowych kupców, którzy podobno przyjechali z Pilzna. Postawili nowe stragany i rozłożyli swoje towary. Pojawienie się nowych straganów, spowodowało spore zainteresowanie wśród kupujących. Okazało się, że towary są bardzo dobre a i ceny dużo niższe. Po kilku tygodniach jednak zaczęło się źle dziać. Co raz więcej ludzi było oszukanych, zapakowane nowe buty okazywały się być starymi dziurawymi trepami, a nowe ubranie starym łachem. Oszuści pokazywali nowy towar a pod stołem pakowali byle co. Ludzie dopiero w domach orientowali się, że zostali oszukani. Jakiekolwiek próby reklamacji nie przyniosły skutku, handlarze odmawiali zwrotu pieniędzy. Jeżeli ktoś się bardzo upierał, to był bity kijami przez wynajętych przez nich wyrostków i wypędzany z placu targowego.

Jakby nieszczęścia było mało, to zaczęli pobierać haracze od innych sprzedawców. Niepokornym zabierali lub niszczyli towary, rozwalali kramy, bili ich i wypędzali. Sytuacja wydawała się być bez wyjścia, aż któregoś dnia w gronie oszukanych znalazł się Jakubek z Parchulicy. Jakubek był to mężczyzna niskiego wzrostu, mieszkał sam w małej chatce przy niewielkim lasku. Trudnił się zielarstwem, odczyniał czary a i sam potrafił też zadać kołtuna. Cieszył się dużym szacunkiem okolicznych mieszkańców, nikt też nie odważył się z nim zadzierać.

Oszukany Jakubek przyszedł w następny piątek i upomniał się o swoje. - Jak nie naprawicie wyrządzonych krzywd mnie i innym ludziom to spotka was wielka kara, ostrzegł ich Jakubek. Kupcy na jego widok wybuchnęli śmiechem i kazali mu się szybko wynosić. Jakubek wyciągnął z zanadrza woreczek z jakimiś ziołami i obsypał nimi cały plac dookoła. Resztę ziół wysypał na miseczkę, podpalił, potem okadził dymem złych kupców i ich stragany. Odszedł na skraj placu, wymamrotał jakieś zaklęcie i trzykroć klasnął w dłonie. Dym zgęstniał, otoczył stragany oszustów i coś w środku zaczęło błyskać. Po kwadransie gdy dym opadł okazało się, że kupcy i ich pomocnicy zamienili się w psy.

- Teraz niech każdy weźmie co swoje ale nic ponadto rozkazał zdumionym ludziom Jakubek. - Reszta towaru ma trafić do sierot i wdów. Jak Jakubek rozkazał tak ludzie uczynili, pozostał jednak problem psów. Psy pozostały na targu i nie dawały się odgonić. Pilnowały swoich kramów czyniąc przy tym tyle hałasu i jazgotu, że stały się uciążliwe dla okolicy. Zmęczeni tą sytuacją ludzie wynieśli kramy daleko aż za Dołki i zostawili je na polu przy zagajniku. Psy podążyły za nimi i tam pilnowały swojego dobytku. Jeszcze długo nocami słychać było ich szczekanie i wycie.

Po latach psy pozdychały, kramy spróchniały a ludzie nazwali to miejsce Psi Rynek. Po latach skończyły się cotygodniowe targi przy rzece, a w miejscu gdzie stała karczma, postawiono kamienny krzyż, który stoi do dziś.

 

Spisał Piotr Zięba  19.12.2016 r.