Wspomnienia Stanisławy Plebanek

 

Od lewej: Wacław Laska - brat Stanisławy, Stefania Walaszek - mama Stanisławy, Adolfa Plebanek - teściowa Stanisławy, Państwo młodzi - Stanisława i Stanisław Plebankowie, Stanisław Plebanek - teść Stanisławy

 

Urodziłam się na terenie obecnej Ukrainy w 1937 roku. Dzieciństwo spędziłam we wsi Stanisławówka. Z tego okresu pamiętam zadziwiająco dużo.

Opisywane wydarzenia miały miejsce w 1943 roku. W mojej głowie rysują się wyraźne obrazy polskich rodzin wysiedlonych ze swoich domów i wywożonych na wozach. Droga, którą jechali, przebiegała obok naszego domu. Wówczas Niemcy zabrali mojego wujka Jana Gągolę, który przed wojną był szoferem. Po tych wydarzeniach ślad po nim zaginął. Również moja ciocia Maria Walaszek została wzięta na roboty do Niemiec, była silną, ładną i młodą kobietą. Kiedy byliśmy jeszcze na Ukrainie to pisała, że trafiła do niemieckiego gospodarstwa i pracuje w kuchni. Zapamiętałam że znajdowała się w miejscowości Stettin (Szczecin?). Niestety, po niej słuch także przepadł.

Moja rodzina była zaprzyjaźniona z rodzinami ruskimi (tj. rosyjskimi i ukraińskimi). Mama doskonale znała język rosyjski, gdyż uczyła się go w szkole i wychowała się w środowisku rosyjskojęzycznym. Pewnego razu, mama poszła w odwiedziny do znajomego Rosjanina, którego żona była Ukrainką. Kobieta ta podsłuchała swojego brata, związanego z bandą UPA, że ci zamierzają wymordować wszystkie polskie rodziny w okolicy. Przekazała mamie dokładną datę planowanej akcji. Mama ostrzegła pozostałe polskie rodziny, aby uciekali i ratowali swoje życie. Tego wieczora poszłyśmy (tj. mama, babcia, prababcia, siostra i ja) do innych rosyjskich sąsiadów, od których dobrze było widać nasz dom. Była noc, banderowcy przyjechali na koniach, otoczyli zabudowania i podpalili cały dobytek. Potem zaczęła się strzelanina. Rosjanie przerazili się, że przez nas możemy wszyscy zginąć. Postanowiłyśmy uciec przez pola. Było ciemno i padał deszcz, przemoknięci dotarliśmy do przyjaciół w sąsiedniej wiosce. Przebywałyśmy tam kilka dni. Jedna polska rodzina skryła się w piwnicy swego domu, ale gdy płonął, matka z synem udusili się. Córka zdołała się wydostać, zmarła jednak wkrótce wskutek poparzeń w szpitalu. Moja mama udała się na poszukiwanie kogoś, kto mógłby dać nam mieszkanie. Przyjęła nas wdowa z Sokala, nauczycielka. U niej spędziłyśmy prawie rok.

Wiosną 1944 roku przyjechałyśmy pociągiem towarowym do Tarnowa, później dotarłyśmy do Szynwałdu w rodzinne strony naszych dziadków. To wszystko przeżyłam mając sześć lat, obecnie mam siedemdziesiąt osiem. W swojej pamięci zachowałam nazwy miejscowości przez które wiodła nasza droga. Są to Steniatyn, Peretoki, Żółkiew, Wołyń i Sokal. Pamiętam również nazwiska rodzin rosyjskich i ukraińskich: Cichurski, Orysiuk, Prystupa, oraz polskich które zostały wywiezione w nieznane: Burza, Guzik, Czechowscy, Brzuski, Żurawscy i Polki.

 

Wspomnienia Stanisławy Plebanek (z domu Walaszek) spisała jej wnuczka Urszula Plebanek.