top

 

Start Ludzie
Piotr Tryba PDF Drukuj Email

 

Piotr Tryba

b_200_200_16777215_0___images_stories_ludzie_piotr-tryba-0004a.jpg

Piotr Tryba z ks. Kyrczem

Żył kiedyś w Szynwałdzie Piotr Tryba, znany powszechnie kpiarz i kawalarz. Dziś pewnie występowałby w kabaretach bo miał niesamowite poczucie humoru. Był autorem wielu anegdot i kawałów, obecnie trudno dociec ile w nich prawdy a ile fantazji. Oto kilka z nich.

                            ...

Grupa gospodarzy zastanawia się czym lepiej pokryć dach: dachówką, blachą czy eternitem? Piotr stwierdza że wszystko to nic nie jest warte, bo on to wszystko ma na dachu i jeszcze strzechę, deski, papę, cegły i stare wiadra i dalej mu się do domu leje.

                            ...

Był zwyczaj, że rozporządzenia gminy roznosili po wsi gońcy. Każdy po przeczytaniu pisma musiał się podpisać na liście. Piotr miał jakąś urazę do niejakiego Gądka więc podpisał "Gądek jet cybuch''. Obrażony Gądek poszedł na skargę do gminy. Urzędnicy nakazali Piotrowi wszystko odwołać. Piotr do następnego pisma dopisał ''Gądek nie jest cybuch''.

                            ...

W czasach powojennych istniały obowiązkowe dostawy żywca, zboża i mleka. Kto nie wywiązał się z obowiązków był odwiedzany przez komornika. Komornik po dotarciu do Szynwałdu natknął się na Piotra i poprosił go aby pomógł mu odszukać wszystkich dłużników. Piotr gdy zobaczył na liście swoje nazwisko zgodził się. Oprowadził go po wszystkich zadłużonych, w tym też do siebie. Pod swoim domem stwierdził że ten Tryba co tu mieszka to taki łazik i nigdy go w domu nie ma. Obeszli całe podwórko, stukali do okien i drzwi, ale nikt nie otworzył. Komornik po powrocie do urzędu opowiadał że tylko u Tryby nie dokonał egzekucji bo go nie było w domu. Jak opisał kto go po wsi oprowadzał to wszyscy pękali ze śmiechu.

                            ...

Piotr podobno miał nieślubną córkę. Odbyła się sprawa w sądzie o alimenty. Sędzia pyta się jak to się stało. Piotr odpowiada że to wszystko przez kozę. Jak to przez kozę? - pyta sędzia. Panie sędzio, to było tak, paśliśmy obydwoje kozę na miedzy, koza uciekła w kapustę i stało się.

                            ...

W czasach kiedy istniała Szkoła Gospodyń w Zakładzie gospodarze za kolejką przywozili nauczycielki z dworca kolejowego w Tarnowie. Piotr stwierdził, że gdy wypadnie na niego to kolejka się skończy. Gdy przyszła jego kolej, pojechał boso, z jedną podwiniętą nogawką, przepasany sznurkiem, lichym wozem wypełnionym słomą, która była przykryta kocem. Koń brudny, uprząż powiązana sznurkami. Pod stacją zabrał te panie i wyjechał na Krakowską. Biegnąc koło wozu krzyczał głośno na konia cienkim głosem - Wiooo! Panie mając dość takiej parady zsiadły z wozu, wróciły pod stację i wynajęły dorożkę, którą pojechały do Szynwałdu. Podobno kolejka się skończyła bo nikt nie zaryzykował podobnego przedstawienia.

                            ...

Kiedyś w zimie spotkał się Piotr z kolegami u Stańczyka na Kamiennej Górze. Nie mając wódki stwierdzili że będą pić wodę. Nabierali ją do kieliszków, maczali wargi i wylewali na gliniane klepisko przytupując to butami. Klepisko puściło i zrobiło się błoto. Po skończonej imprezie Piotr poszedł do sklepu do "Mikodego" (Niedźwiedzkiego). Wszyscy byli zdziwieni bo mróz a Piotr ma buty po kostki w błocie. Pytają się go - Gdzie ty znalazłeś dzisiaj błoto? - No jak to gdzie, u Stańczyka w domu.

                            ...

W czasie kiedy robiono pierwszy mur oporowy koło Zakładu, tam gdzie obecnie jest robiony nowy, Piotr wynajął się do pilnowania narzędzi i materiału. Po nocnej zmianie czasem zostawał na dzień. Pewnego razu zatrzymano ruch na drodze i zrobił się korek. W korku stał radiowóz a w nim dwóch milicjantów z psem. Piotr podszedł i pyta - Panowie, czyja suka ma cieczkę, że wy jej psa wieziecie? Tylko interwencja kierownika budowy uchroniła go przed oberwaniem kilku pał.

                            ...

Piotr stojąc w kolejce w jakimś sklepie w Tarnowie puścił głośnego bąka. Odwrócił się do stojącej za nim kobiety i powiedział - Jak pani wstydzi się przyznać, to niech pani powie że to ja.

                            ...

Piotr szedł przez wieś w mocno za dużych butach. Ktoś go pyta - Piotrze, nie gniotą cię te buty? - Znów komunistyczne wychowanie, to ja buty gniotę a nie one mnie. Gdybym miał buty na głowie, to one by mnie gniotły - odpowiedział Piotr.

                            ...

Piotr idąc pieszo do Tarnowa zauważył uwiązaną na sznurku kwokę z kurczętami, za domem Żyda Maksa w Skrzyszowie. Zabrał kwokę i zaproponował Maksowi jej sprzedaż, przy czym zaznaczył że cena jest niska bo kura pochodzi z kradzieży. Maks kupił kurę i zaraz wszedł do domu pochwalić się swojej żonie zakupem. Ta rozpoznała swoją kurę i ochrzaniła go, po co przynosi kwokę do domu. Maks zrozumiał że kupił swoją kurę. Zaczekał aż Piotr będzie wracał z Tarnowa to się z nim policzy. Piotr nie unikał spotkania z Maksem i wyjaśnił mu że handel był uczciwy, bo poinformował go że kura pochodzi z kradzieży, on zaś nie pytał komu kura została ukradziona.

                            ...

Piotr rąbie drzewo siedząc na stołku. Ktoś przechodząc pyta się - Czemu siedzisz przy rąbaniu drzewa? - Próbowałem na leżąco, ale było mi niewygodnie - odpowiada Piotr.

                            ...

W czasach kiedy przy rowerach były wymagane tabliczki rejestracyjne, Piotr jechał na rowerze do Tarnowa. Pod młynem w Skrzyszowie zatrzymał go do kontroli milicjant, który stwierdził przy rowerze brak tabliczki, odblasków i czegoś tam jeszcze, w związku z tym należy mu się mandat. Wypisując mandat milicjant pyta się Piotra - Gdzie pan robi? - Jak jestem koło domu to w wychodku, a jak w polu to różnie: w krzakach, pod miedzą, zależy gdzie mnie złapie. Milicjant oburzył się na Piotra, więc ten wyjaśnił mu, że powinien się zapytać - Gdzie pracuje?

                            ...

Piotr spotkał się na ulicy w Tarnowie ze znajomym adwokatem. Adwokat ten miał jakąś wadę kręgosłupa i chodził mocno zgarbiony. Po przywitaniu się Piotr powiedział że zna przyczynę jego dolegliwości. - Jak to pan zna, ja tyle pieniędzy wydałem na lekarzy i nic mi nie pomogli, i dalej nie znają przyczyny. A pan wie? - zdziwił się adwokat. - To ludzka krzywda wyszła panu na plecy - powiedział Piotr, i szybko uciekł aby nie oberwać laską.

                            ...

Piotr pracował na ''kopyciarni''. Kierownik polecił mu przenosić deski z jednej kupy na drugą i aby pusto nie wracał kazał mu zabierać inne deski i składać obok tej starej sterty. Piotrowi się to znudziło więc wziął gazetę, poszedł do kierownika i pyta się go - Kierowniku tę gazetę pisał mądry czy głupi? - Mądry, odparł kierownik. - Widzi pan kierowniku, ta gazeta jest pisana w jedną stronę, więc tylko głupi każe mi nosić deski w obydwie strony.

                            ...

Rzecz działa się przed wojną. Spotkanie z samochodem na drodze Tarnów-Ryglice należało do rzadkości, były więc konie które bały się samochodów. Piotr pojechał do Tarnowa po sędziego w związku z toczącą się jakąś sprawą w Szynwałdzie. Pod sądem wyszedł ktoś z sędzią, przystawił specjalne schodki po których sędzia wszedł na wóz. Po przyjeździe do Szynwałdu też te schodki były w użyciu. Wracając do Tarnowa Piotr czekał aż pojawi się jakiś samochód. Gdzieś w Skrzyszowie rzeczywiście nadjechał z przeciwka samochód. - Rany boskie, uciekajmy bo te konie nas zabiją - krzyknął Piotr, dając susa w jakieś chaszcze w rowie. Sędzia nie czekając skoczył za Piotrem. Auto przejechało, konie nie uciekły, sędzia z Piotrem wdrapali się na wóz i schodki nie były w potrzebie. Pod sądem sędzia zeskoczył z wozu. Schodki okazały się też zbyteczne.
                            ...

Piotr spotkał kiedyś niejakiego Budzika. - My jesteśmy kuzynami - oświadczył. - Jakimi kuzynami? Nic nie wiem o żadnym pokrewieństwie - odparł zdziwiony Budzik. - W każdym ''budziku'' są ''tryby'' - wytłumaczył mu Piotr.
                            ...

Piotr będąc w podeszłym wieku przyszedł do Kółka Rolniczego zamówić opryskiwanie stonki. - Jakiej stonki, przecież wy Piotrze nie sadzicie ziemniaków? - zdziwił się  przyjmujący. - Będę komunistów tępił - odparł Piotr.

                            ...

Piotr jechał rowerem do Tarnowa, ktoś ostrzegł go że za zakrętem stoją milicjanci i wszystkich kontrolują. Piotr wziął rower na plecy i poszedł piechotą. Podszedł do milicjantów i pyta się ich - Panowie, gdzie mieszka ten człowiek który naprawia rowery? - Nie wiemy, my jesteśmy nietutejsi - odpowiedział milicjant - musi pan iść dalej i pytać. Za następnym zakrętem Piotr wsiadł na rower i pojechał dalej.

                            ...

Piotr wiózł pełne taczki ziemi. Ktoś go pyta po co wiezie tę ziemię. - Tyle mi brakuje do hektara - odpowiedział.

 

Anegdoty spisał: Piotr Zięba

 

Stare fotografie

x-ks.a.siemienski1.jpg

Jesień w Szynwałdzie

jesien-2017_IMG2118.jpg

Wydarzenia

  

  

  

  




bottom

© Anna Mądel   2009-2017   Strona wykorzystuje pliki cookies